Kategorie: Wszystkie | Biblioteka | Finanse | Podsumowania | Życie
RSS
poniedziałek, 30 września 2013

fot by Moyan Brenn 

 

Jest wypłata, zatem czas na podsumowanie. I tutaj dziwna sprawa bo dostałem dziś pierwszą od wielu miesięcy premię. Jest moc, kryzys się kończy przynajmniej u mnie w firmie, zobaczymy co będzie za miesiąc. Kasa z premii idzie od razu na spłatę karty kredytowej.

No to jedziemy, podsumowujemy. Wrzesień z grubsza mogę opisać jako miesiąc zapoczątkowania moich pozytywnych zmian. Dużo się działo, trochę dyscypliny sobie narzuciłem, trochę ją też naginałem. Jeśli chodzi o konsekwencję i dążenie do celu jestem zadowolony tylko połowicznie. Poniżej szczegółowe opisy mojego wywiązywania się z sześciu najważniejszych postanowień.

1. Fundusz awaryjny - kompletnie nic, zero, brak, posucha. Hm początek słaby :)

2. Żywienie - tutaj mnóstwo sukcesów, zacząłem tanio gotować, jeść śniadania, jest super i ja jestem super!

3. Długi - jest sukces. Nie wydałem raty, którą wpłaciłem na konto zadłużonej karty kredytowej. A zatem jestem do przodu. Chwilówka tez spłacona a kolejna nie wzięta.

4. Papierosy - kupiłem jedną paczkę po pogrzebie matki mojego przyjaciela. Wmawiam sobie, że to przez stresy itp ale tak naprawdę potrzebowałem pierwszej konkretnej wymówki i tyle. Fe, Marcin! Poza tym raz na jakiś czas coś przypalę od kolegów z pracy. Więcej dyscypliny sobie życzę w październiku.

5. Poza etatem - dostałem jedną fuchę ale co z tego skoro to bardziej przypadek niż moja zasługa, że znalazłem, poza tym kasy zarobionej na tej pracy nie zaoszczędziłem. Słabo. Jeden sukces - podjąłem wstępną bezpłatną współpracę z kimś fajnym, kto jest dla mnie inspiracją. Ale o tym sza!

6. Graficzenie, rozwijanie - nędza panie. Kupiłem fajny kurs 3D z eduweba ale ruszyłem go minimalnie. Zrobię to jutro, czyli ta cholerna prokrastynacja...

 

Jednym zdaniem - jest dobrze ale może być lepiej. A ja do tego lepiej zamierzam dążyć. I tak porównując mnie przed miesiącem a tego mnie z dziś - spora różnica. Potrzeba mi więcej dyscypliny, więcej samozaparcia, więcej wszystkiego. Mimo wszystko najbardziej jestem zaskoczony faktem, że wciąż prowadzę tego bloga i mi na tym zależy, stąd nowa szata graficzna. Tymczasowa bo chcę przejść na wordpressa ale zawsze.

Oby październik był jeszcze lepszy!

niedziela, 29 września 2013

Okej, przed jutrzejszym podsumowaniem miesiąca, czas na drobne inwestycje, w celu przekonania samego siebie, że bardzo bardzo poważnie podchodzę do pisania tego bloga. Wykupiłem dziś domenę PL. A zatem nowy adres bloga to:

zycieprojekt.pl

I już. Prawda, że pięknie? Do końca roku chcę całkowicie przejść na wordpressa, zobaczymy co z tego wyjdzie, na obecnej platformie mam bardzo ograniczone pole do popisu jeśli chodzi o funkcjonalność i wygląd mojego bloga.

Miałem super weekend, moja narzeczona zdała egzamin, do którego przygotowywała się cały ostatni rok. Dumny jestem! Poza tym pogoda w kratkę, sporo leniuchowania ale też planowania. Słucham dużo ciekawych podcastów, przymierzam do kupienia ciekawych książek, które chciałbym potem zrecenzować. Wszystko idzie fajnie na przód.

A jak Tobie mija niedziela? Pozdrawiam :)

piątek, 27 września 2013

Nie jestem porannym człowiekiem. Jeszcze. Pracuję nad tym. Ważne, że przestałem być potworem.

Jeszcze dwa lata temu kiedy nie posiadałem stałej pracy, potrafiłem spać do godziny 12. Kiedy moja Bogu ducha winna Narzeczona próbowała mnie obudzić robiłem wszystko by ją zniechęcić. Nie obchodziło mnie czy powiem Jej coś chamskiego, przykrego, odburknę czy krzyknę żeby się odwaliła. Ważne było, żeby zdobyć jeszcze tych kilka dodatkowych minut snu. Potem przepraszałem ale co z tego skoro następnego dnia rytuał się powtarzał.

Teraz z racji etatu codziennie wstaję rano przed Nią. Z tym też był spory problem, bo wychodziłem z założenia im później tym lepiej. Czasem nie tylko nie zdążyłem się porządnie rozbudzić, umyć, wypić kawę ale dochodziło do sytuacji gdy budziłem się 10 minut przed odjazdem autobusu. Kretyn.

Od kilku dni mam sposób na to, żeby nie wyłączyć budzika i położyć się z powrotem spać. Kładę przed spaniem telefon jak najdalej od siebie. Najlepiej na drugi koniec pokoju. Teraz nie mogę wyłączyć budzika bez podniesienia się z betów. A jak już się podniosłem to prawdopodobieństwo powrotu do łóżka jest minimalne. Prosta metoda a tyle pozytywów!

Na koniec tego mini wpisu mała uwaga do porannych mruków: cieszcie się, że macie powód żeby wstawać rano! Praca dziś jest, jutro może jej nie być i co wtedy? Ja uwielbiam swoją pracę i z takim nastawieniem wychodzę z domu. Wiem, nie każdy jest grafikiem i robi to co lubi ale szukajcie pozytywów gdzie tylko się da.

środa, 25 września 2013

Zacznij żyć. Książkę o tym tytule (po angielsku: "Shut up, stop whining and get a life) przeczytałem ponad dwa lata temu. Autor brutalnie ale bardzo konkretnie opowiada o tym dlaczego większość z nas woli narzekać zamiast wziąć się za siebie oraz jak to zmienić. Szczerze powiem, nie zastosowałem się do wszystkich zasad zawartych w tym podręczniku ale kilka tygodni później znalazłem pracę o jakiej zawsze marzyłem. Nie wierzę w przypadki.

Od tego czasu w moim życiu niektóre rzeczy uległy poprawie, niektóre pogorszeniu. Praca stała się priorytetem. wracając do domu nie chciało mi się absolutnie nic i tak popadłem w stagnację. Do tego doszło jeszcze "cudowne" uzależnienie nikotynowe. Dopiero niedawno zrozumiałem, że jakkolwiek nadal bardzo lubię mój etat, nadszedł czas by ruszyć dalej. A nie ruszę kompletnie nigdzie bez pewnych konkretnych i ważnych zmian w moim życiu.

Od dziś ten blog będzie o pozytywnych zmianach. O tym jak ja się zmieniam na lepsze, jak to robię i jak Ty również możesz osiągać swoje małe sukcesy. Jeżeli już jakieś osiągnąłeś i dotarłeś do tego miejsca to bardzo Cię proszę o komentarz, opisz swoje zmiany, drogę do lepszego życia, albo po prostu oznajmij mi o swojej obecności.

Ja swoją obecność zamierzam manifestować tutaj bardzo często i deklaruję nie rezygnować z pisania tego bloga. I nie rezygnować z kolejnych zmian w życiu. Rzekłem.

wtorek, 24 września 2013

Takie moje przemyślenia dzisiaj, zanim zdecyduję się za podsumowanie mijającego miesiąca.

Moim skromnym zdaniem jako aktywnego uczestnika życia w sieci oraz czujnego obserwatora :) internet to medium, który posiada trzy (na razie więcej nie wymyśliłem) odrębne płaszczyzny. Nazwałem je następująco:

- jasna strona internetu (inaczej produktywna)

- ciemna strona (ludzie nienawidzący wszystkich i wszystkiego lub stado głodnych trolli)

- ogłupiająca strona internetu

Od tej ostatniej chcę tą analizę rozpocząć.

Mianowicie czy ktoś może mnie oświecić i wytłumaczyć o co do jasnej anielki chodzi w tym obrazku?

Zero. Zero pojęcia mam. Chyba za stary jestem ale ta i sporo innych grafik zwala mnie po prostu z nóg. A jeszcze gorsi są ludzie, którzy produkują się i udostępniają takie obrazki na fejsie. Wróć. Produkują to za dużo powiedziane. Tego typu portale, nawet nie społecznościowe, nie wiem jak je nazwać ogłupiające, skupiają dwa typy ludzi. Jedni takich głupot w sieci szukają, drudzy je oglądają i komentują. Okej okej przyznaję się bez bicia ja też jeszcze do niedawna oglądałem popołudniami tego typu strony, zabijałem wolny czas. Jak łatwo jest zmarnować minuty, godziny na skupianie swojej uwagi na tak bezsensownych grafikach. Jedno dwa machnięcia w paincie i gotowe. Zero kreatywności, myślenia, sensu...

Internet zgłupiał. Nawet już pisać się nikomu nie chce po polsku. Koteł. Pieseł. Jestę zamiast jestem. Co jest do cholery? A na dodatek jednymi z najbardziej popularnych haseł wśród tego typu internautów są hasła w stylu: Żeby mi się tak chciało jak mi się nie chce, albo: Żeby ktoś coś zrobił za mnie. Fajnie jest tak pomyśleć raz na jakiś czas ale potem trzeba wziąć się w garść.

 

Mam dość. Odcinam się. Ten obrazek mnie załatwił.

poniedziałek, 23 września 2013

Ostry tytuł ale aż tak drastycznie nie będzie. Jeszcze na nic nie zachorowałem, mogę normalnie mówić i oddychać. Gdzie więc leży problem? W moich finansach.

Zrobiłem sobie koszmarne długi, debety, kartę kredytową, wszystko co możliwe. Od ponad miesiąca próbuję się wydostać z zadłużenia, rozpocząłem już pewne zmiany w moim życiu ale nadal jest ciężko. Jak pisałem już wcześniej wypłaty mam prawie 2 tysie na rękę. Co z tego skoro w przyszłym miesiącu z tej sumy po dokonaniu wszystkich opłat i spłaty części długów zostanie mi na jedzenie tylko 200 zł?

Wszystko przez to złudne uczucie pewności siebie. Kompletnie debilne posunięcie, jedno z najgorszych i najgłupszych w moim życiu... Po jaką cholerę zaczynałem palić... Co z tego, że nie kupuję już paczek fajek skoro w pracy podpalam od kolegów. Masakra... Musze znowu tabletki kupić. Uda mi się. Mam plan, ostatni miesiąc spędziłem na dopracowywaniu go i udoskonalaniu. Dam radę. Jeżeli przeżyję październik to następne miesiące pójdą już z górki.

Dam radę.

wtorek, 17 września 2013

Szkoda. Zmiany nie są proste to wiadomo. Idzie mi szczerze mówiąc... lepiej niż przypuszczałem :) Ale i tak jest ciężko. Jeśli chodzi o kasę to wyrobię się w tym miesiącu na zero a nawet uda mi się nie ruszyć wpłaconej raty z karty kredytowej. Do tego spłaciłem ją z lekką nadwyżką więc jest dobrze. Najważniejsze to nie brać na koniec miesiąca żadnej pożyczki od nikogo. Wtedy ogłoszę wstępny nieśmiały sukces.

Co do papierosów to zeszły tydzień był stresujący (pogrzeb matki mojego przyjaciela między innymi) i niestety kilka okazji sięgnięcia po dymka mi się zdarzyło. Trzymam się jednak i paczki jak nie kupiłem tak kurwa nie kupię tak mi dopomóż... ja :P

Produktywność, tu niestety pies jest pogrzebany. Zawsze byłem amatorem dobrych gier komputerowych a nie trzeba wybitnie śledzić prasy żeby wiedzieć, że w tym miesiącu wyszło GTA V. Niestety gra jest mega i kilka, kilkanaście godzin nad nią spędzić muszę.

Do dupy jest ten wpis, generalnie nic ciekawego nie napisałem. Przede wszystkim chciałem się pochwalić pierwszym sprzedanym tekstem na textmarkecie. Tekst był o anonimowości w sieci i szczerze mówiąc był najgorszy z dotychczas napisanych. A jednak się sprzedał nie wiem jakim cudem, dycha zarobiona. To motywuje - dziś spróbuję popełnić ze dwa teksty zanim odpalę te cholerne GTA V żeby zabijać komputerowych policjantów.

Jakoś nie ma chętnych na mój blogowy projekt, co ci ludzie tacy nieśmiali...

czwartek, 12 września 2013

 

Cześć,

miałem pisać już w poniedziałek a jest czwartek. No tak wyszło, sporo się działo i nie było kiedy nawet pomyśleć o pisaniu. Dziś chcę się podzielić moim własnym sposobem na siebie, czyli pozytywnych zmian w ramach projektu ciąg dalszy.

Nienawidzę jeść śniadań. To niezaprzeczalny fakt, który właściwie jest częścią mojej osobowości, nie wiem czemu. Dotychczas moje śniadanie składało się z kubka kawy i (nieaktualne) trzech papierosów. Koniec. Do godziny 17 tj do powrotu z pracy kompletnie nic nie jadłem. Bardzo zdrowo, gratulujemy.

A co uwielbiam? Uwielbiam kanapki z subwaya. Cała reszta fastfoodów może nie istnieć ale żarcie w subwayu jest boskie, nakładą ci tam wszystkiego co kochasz i można jeść i jeść i... wywalić dwie dychy na kanapkę z napojem. WTF? Kurewsko drogo to prawda. Ale inna prawda jest też taka, że gdybym codziennie na śniadanie dostawał taką kanapkę to jadłbym i nie patrzył, że nie lubię nic jeść o tej porze. A inna prawda jeszcze lepsza jest taka, że tanim nakładem można takie kanapki robić samemu. Przykład powyżej, tak dziś wyglądała moja kolacja wprawdzie ale śniadania niewiele się różnią. Wiem, że to nie wygląda, zdjęć robić nie umiem, ale wierzcie mi - smak ten sam, tylko koszt niższy.

Generalnie od dwóch tygodni wpieprzam w kanapki robione na śniadanie i do pracy wszystko co lubię i na co się rzucę nie patrząc która jest aktualnie godzina. Pieczywo - moje ulubione bułki z dynią, gorąco polecam. Każdy ma jakieś swoje ulubione buły i od takiej bazy trzeba zaczynać. Wszystkie składniki do kanapek kupuję hurtowo co niedziela i nie wydaję na to więcej niż 50 zł (równowartość dwóch i pół kanapki w subwayu).

Pieczywo kiedyś smarowałem masłem. teraz wolę serek kanapkowy, najlepiej chrzanowy ale zwykły twarożek też jest ok. Drugi punkt to warzywa - podstawą jest sałata, kanapka bez sałaty się nie liczy. Ostatnio zacząłem też dokładać rukolę, jest super. Pomidorek obowiązkowy ale co się okazało - zajebistym dodatkiem do kanapek jest soczysta czerwona papryka. Pyszności. Jeżeli o mnie chodzi to wisienką na torcie są oliwki, wiem, że nie każdy lubi ale ja uwielbiam i to jest jedna z tych rzeczy, która czyni kanapkę tak apetyczną.

Wędlina i ser - stosuję różne warianty od zwykłego żółtego, poprzez wędzone, topione z przyprawami itp. Przy następnych zakupach planuję kupić gorgonzolę, pewnie już przesadzam z tymi wyszukanymi dodatkami, ale przyznaję robienie kanapek stało się moim swoistym hobby i wciąż szukam ciekawych połączeń. Mięsko też różnorodne: salami, roladka z kury czy polędwica łososiowa, czyli wszystko co w miarę tanie w dyskontach ale trzymające poziom.

No i końcowe składniki, o które pytają w subwayu, a których mamusia do kanapeczki nie wsadzi. Sos, parmezan, oregano i pieprz. Poza parmezanem wszystkie pozostałe składniki to groszowa sprawa ale każdy jeden sprawia, że jest coraz lepiej i aż chce się jeść!

Podsumowując: metoda subwaya pozwala mi na stworzenie śniadania marzeń, niskim kosztem i mam gwarancję, że zawsze to co zrobię, później ze smakiem zjem. Kanapki zwykle przygotowuję dzień wcześniej, wieczorkiem i chowam do lodówki. Ważne jest, żeby kanapka nie była ani za sucha ani za morka - złoty środek, o to chodzi. I o poczucie, że jesz coś wyjątkowego.

Wiem wiem, ameryki nie odkrywam, ale jak się żyło tak jak ja jeszcze niedawno, każdy proces czy nowy nawyk prowadzący do dobrego jest na wagę złota. Tak jak pisałem wcześniej - małymi kroczkami do celu. A ja po to stworzyłem tego bloga aby każdym jednym się pochwalić i to właśnie czynię.

Smacznego.

PS. Jeżeli macie pomysły na ciekawe składniki do kanapek słucham uważnie.

czwartek, 05 września 2013

Do poniedziałku nie będę nic pisał, wiąże się to z przyjazdem mojej narz. Nie chwaliłem się jej, że znowu zacząłem pisać i na razie, dopóki nie będzie z moich zaplanowanych zmian wymiernych korzyści, niech tak zostanie.

Aktualności: spłaciłem parabank i nigdy moja noga tam więcej nie postanie. Amen.

Wczoraj stało się coś dziwnego, niekoniecznie pozytywnego, co trochę zburzyło mój porządek dnia. Miałem rysować a zamiast tego wyskoczyło coś nieoczekiwanego i nie do końca wiem co z tym zrobić. Aha udało mi się złapać fuchę, nie do końca graficzną ale parę stówek wpadnie. Jedyny minus to fakt, że zaraz po pracy muszę dodatkowe kilka godzin odklepać. Trudno.

Do napisania w poniedziałek.

poniedziałek, 02 września 2013

Prokrastynacja.

To słówko jest tak trudne, że jak piszę ten wpis w edytorze, to podkreśla mi go na czerwono. Takie to trudne słowo, no.

A jednak prokrastynacja to choroba i ja to mam. Czy uleczalna nie wiem. Generalnie jest to debilny, okropny, paskudny i niczym nie usprawiedliwiony zwyczaj odkładania wszystkiego na jutro. I nie robienie tego nigdy. Czyli historia mojego życia...

Nie wiem czym, w moim przypadku, jest to powodowane. Po prostu przy każdej czynności stwierdzam, że równie dobrze mogę to zrobić jutro. Albo pojutrze. Albo kiedy indziej po prostu. Próbuję z tym walczyć, naprawdę. Jeśli ktoś czyta mojego bloga (tylko ja :)) to wie, że staram się kuźwa jak mogę.

Zabawne, że nie miałem tego gdy w pocie czoła rozwijałem swoje umiejętności graficzne po nocach w celu zdobycia pracy w tym konkretnym zawodzie. Teraz, gdy już tą pracę mam, mam wszystko totalnie w dupie. Nawet swój graficzny samorozwój. Pisałem ostatnio o scenariuszach komiksowych, które zobowiązałem się zrealizować i nic z tego nie wyszło bo odkładałem. A przecież ja uwielbiam rysować!!! WTF? Ja umiem rysować, kocham to robić, gdybym się za to wziął to dziś w wieku 27 lat kto wie, co mógłbym osiągnąć? Ale nie, w którymś momencie to wszystko przestało mieć znaczenie. Wygodnictwo, o to jest ważne. Położyć się na kanapie i tam do usranej śmierci zostać.

Walczę z tym, serio. Wczorajszy dzień jest tego dowodem. Dzisiejszy już mniej, ale plusy są takie, że nadal nie palę, zjadłem obiad a na jedzenie wydałem dziś mniej niż 15 zł (dotychczas 50 było standardem). Teraz siedzę i czytam ciekawe, moim zdaniem, blogi mądrych ludzi (na dniach napiszę konkretnie kogo czytam) i trafiłem właśnie na takie oto słowo i skojarzyło mi się z kimś kogo znam.

Ale problem w tym, że ja nie chcę już siebie znać w takim wydaniu. Nie po to stworzyłem Projekt: Życie żeby siedzieć i dalej nic nie robić. Wyznaczam sobie na jutro cel - narysować coś i opublikować tutaj. Jeżeli pisanie tego bloga skłoniło mnie do ugotowania zupy to równie dobrze mogę się zmotywować żeby coś nabazgrać.

Prokrastynacji mówimy stanowcze NIE!

  • Kontakt