Kategorie: Wszystkie | Biblioteka | Finanse | Podsumowania | Życie
RSS

Finanse

piątek, 30 sierpnia 2013

Cholernie ciężko jest mi grafikowi znaleźć jakieś dodatkowe zlecenia poza moją codzienną ośmiogodzinną pracą. Owszem coś tam się udaje ale to mało płatna fuszka ot kilka godzin w miesiącu, do tego załatwione przez znajomego. W internecie na portalach z ofertami dla freelancerów jest ciężko. Zawsze znajdzie się ktoś, kto pod moją ofertą powiedzmy parę konkretnych złotych za logo, stronę czy projekt do druku, dorzuci swoją ofertę za złoty pięćdziesiąt. I jak z takimi konkurować? Inna sprawa, że strony www robiłem już dość dawno i nie znam obecnych nowych trendów, pewnie bym się w tym pogubił więc szukam raczej drobniejszych chałturek.

5. Szukać form zarobku poza etatem.

No to trzeba szukać mocniej, więcej i częściej. Do tego zarejestrowałem się na textmarkecie, dwa teksty mi już zaakceptowali i to od razu do kategorii medium. Pochwalę się jeśli coś sprzedam. 

Czytam też ostatnio na blogach o pozycjonowaniu stron, seo i zarabianie na reklamach. Przyznam ciekawa i kusząca opcja. Ale na razie poprzestanę tylko na nauce tego procesu, wdrażanie zostawię sobie na lepsze czasy kiedy będę coś już z tego zakresu umiał.

czwartek, 29 sierpnia 2013

Jestem "klientem" parabanku. Ja pierdziele jak to brzmi. Wiecie co jest najgorsze i najbardziej sprawia, że moja godność chowa się do butów? Ten moment kiedy wchodzę do ich lokalu. Robię to szybko i sprawnie bo boję się, że ktoś znajomy zauważy, że tam wchodzę. I co wtedy powiem? Że mam dwa tysie na rękę, mieszkam w najtańszym mieście w Polsce i nie starcza mi do pierwszego? Żałosne.

3. W ciągu pół roku spłacić wszystkie długi i nie zaciągać nowych.

W parabanku pożyczyłem dwa tygodnie temu 200 zł. Jutro mam oddać 260. I klnę się, że to jest ostatni raz kiedy cokolwiek w takim miejscu pożyczam. I tak miałem szczęście, że nie trafiłem na jakichś sukinkotów, którzy doliczają jeszcze jakieś ukryte koszty. Ale i tak ponad 25 procent za pożyczkę to zdzierstwo.

Mam jeszcze debet na moim głównym koncie i całkowicie obciążoną kartę kredytową. Jak to wszystko zsumować razem to jestem 2000 PLN na minusie. I taki stan obowiązuje już od dłuższego czasu. A ja co odrobinę spłacę to zaraz znowu wyciągam albo pożyczam w parabanku. Tak nie może dłużej być i to jest mój cel na najbliższe pół roku. Dopuszczam jednak możliwość, że dla takiego matoła i FINANSOWEGO FRAJERA jak ja 6 miesięcy może być zbyt krótkim terminem. Jeżeli się nie uda - trudno ale przynajmniej połowa musi być spłacona w tym czasie. A jeżeli kiedykolwiek jeszcze pożyczę coś w parabanku to możecie mi napluć w twarz.

Mam fajną pracę. Fajnie. Ale pomyślmy co by było gdyby firma, w której pracuję, upadła? Albo jakbym się znudził szefostwu albo jakbym coś tak spierdolił, że by mnie wywalili? Nie dość, że nie mam żadnych oszczędności, to jeszcze do tego długi, które na bieżąco spłacam po każdej pensji żeby pod koniec miesiąca i tak się dodatkowo zadłużyć na parę groszy i tak w koło macieju...

Stąd też mój cel numer jeden na najbliższy rok:

1. W ciągu roku uzbierać na tzw. fundusz bezpieczeństwa, minimum 1000$.

Generalnie ten pomysł podsunęli mi blogerzy, których ostatnio czytam, którzy zainspirowali mnie do zmian, i o których jeszcze napiszę bo ciekawi ludzie z nich są. Z grubsza chodzi o to, że czasy są niepewne i warto mieć jakiegoś zaskórniaka gdyby przyszło zmierzyć się z powyższym scenariuszem. Jeżeli stracę pracę jutro to jestem udupiony, mogę iść się wieszać. W zamierzeniu powinno się odłożyć kasę tak aby wystarczyła na kilka miesięcy życia bez pracy. W moim przypadku zamierzona suma wystarczyłaby na dwa. Mało ambitne ale ja z natury oszczędny nie jestem i jeżeli uda mi się zebrać tysiąc dolców w ciągu roku to i tak będzie sukces. Aha, czemu dolce? Pewniejsza waluta moim skromnym zdaniem, chociaż specem nie jestem.

  • Kontakt