Kategorie: Wszystkie | Biblioteka | Finanse | Podsumowania | Życie
RSS

Życie

wtorek, 15 października 2013

fot by Daniela Hartman

Jak to kto? Media. W tym miejscu możesz skończyć czytanie, temat wyczerpany. No dobra tak łatwo się nie da. Do napisania tego wpisu zainspirowała mnie reklama w radiu i dziś to właśnie reklamom dostanie się najbardziej. Chociaż zainspirowała to za dużo powiedziane, pójdę więc w kolokwializm.

Mocno mnie wkurwiła.

Reklama dotyczyła usługi internetowej, nazwy operatora nie pamiętam, nie jest ona ważna. Ważny jest natomiast jakiś durny Dyzio Marzyciel, rozanielonym głosem opisujący, jak powinno wyglądać jego idealne życie. Skwitował to jednym zdaniem:

"Tylko bym komentował i lajkował."

I już. Dobrze, że chociaż komentować mu się chce, jest już spora grupa osób, które nie widzą nic poza przyciskiem lubiemto. Jak to się stało i kiedy to się stało, że zewsząd zalewani jesteśmy sloganami w stylu nic nie rób, siedź i gnij w fotelu? A głosy ludzi namawiających do ruszenia czterech liter, zrobienia czegoś z upływającym życiem są skutecznie zagłuszane. Idealne życie to rodzinka mama, tata, dwójka dzieci spędzająca wieczór przed telewizorem, laptopem, smartfonem. Konsumuj wykreowaną przez media rzeczywistość, lajkuj i zamknij ryj.

Propos rodziny przypomniała mi się inna reklama z niejakim Tomkiem Kotem. Pominę tu fakt, że utalentowany aktor robi z siebie debila doskonałego zamiast grać w filmach (btw kiedyś napiszę jak umarła moja miłość do X muzy). Idealne życie? Oto przepis: razem z żoną siedzimy na kanapie i oglądamy Kiepskich. Sam kurwa jesteś kiepski. Siedzimy, oglądamy, lajkujemy, żremy, sramy... Doprawdy egzystencja idealna.

Jest taki film animowany (nienawidzę gdy ktoś używa określenia bajka) pt Wall-e. Ckliwa rzecz o małym robociku ratującym świat czy doś w ten deseń, mniejsza o to. W filmie tym zawarta jest trafna a zarazem przerażająca satyra na przyszłość całego gatunku ludzkiego. Otóż prawdopodobnie staniemy się spasionymi, tępymi świniami nie ruszającymi się z foteli, umysłowo istniejącymi tylko w świecie wirtualnym. Chciałbym tylko, żeby nie stało się to za mojego życia.

Tym wpisem na własne życzenie zepsułem sobie nastrój na cały dzień.

poniedziałek, 14 października 2013

fot by Hades2k

Eeeech, tak patrzę na tytuł wpisu, który właśnie popełniam i zastanawiam się... kiedy w końcu zacznę pisać coś odkrywczego? No nic może ten czas nadejdzie niebawem.

Kiedy jest się tak nieogarniętym człowiekiem jak ja każda zmiana na lepsze jest warta opisania. Zatem zacząłem robić notatki z moich luźnych przemyśleń. Kupiłem fajny notes w twardej oprawie, elegancki, że och i ach. I notuję to co mi przyjdzie do głowy. Póki co są to pomysły na wpisy, dotychczas jest ich około 20. Staram się go zawsze mieć przy sobie, nie jest to trudne bo spoczywa w mojej torbie na ramię (alternatywa dla plecaka, z którego ktoś mi kiedyś podpieprzył parę rzeczy).

Poza tym udało mi się podczas pewnej nudnej podróży autobusem rozpisać na części pierwsze moje nowe graficzne portfolio. Fajnie mieć poczucie, że nawet tak pozornie stracony czas staram się wykorzystywać na robienie czegokolwiek. To motywuje jeszcze bardziej. Inna sprawa wczoraj przysiadłem i zacząłem ten konkretny plan wprowadzać w życie.

Zabawne, że mi się to udaje, bo gdy próbowałem być studentem, moje notatki z wykładów były zabazgrane wszelkiego rodzaju pokręconymi rysunkami. Nigdy więcej do nich nie zaglądałem. Po co właściwie to robię? Bo najciekawsze pomysły przychodzą do głowy nagle, pod wpływem impulsu. I równie szybko z głowy potrafią uciec. A tak przynajmniej mam jakiś punkt zaczepienia jeśli chodzi o początki bycia systematycznym. Bo nigdy nie byłem przyznaję bez bicia.

Jeżeli masz jakieś fajne, niekoniecznie odkrywcze, sposoby na bycie systematycznym to za każdy pomysł będę bardzo dźwięczny.

piątek, 11 października 2013

fot by Oberazzi

Dziś będę pisał o sobie.

Obecnie wśród popularnych blogerów, a nie ukrywam, że chcę takim być, panuje tendencja pisania pod własnym imieniem, nazwiskiem, zdjęciem i całą resztą dobrodziejstwa. Jest to fajna sprawa, sam kiedyś zamierzam umieścić pod swoim logo napis: Projekt: Życie by Marcin Takiataki. I zrobię to ale jeszcze nie teraz. Póki co nawet stronę na Fb założyłem z nowego konta niepowiązanego z moją tożsamością. Powód jest banalnie prosty a brzmi mniej więcej tak:

Nie wierzę w siebie aż tak bardzo.

W tym miejscu potencjalny czytelnik stwierdza, że takiego frajera nie warto czytać, mówi nara i szuka ciekawszego bloga. Trudno.

Jeżeli jednak zostałeś pozwól, że się wytłumaczę.

Piszę bloga o zmianach w życiu. Jeżeli moje życie byłoby idealne, jeżeli ja sam byłbym osobą bez skazy, geniuszem, złotym chłopcem to istnienie tego bloga nie miałoby sensu. Nie jestem taki. W myśl starego powiedzenia chcesz coś zmienić zacznij od siebie, najpierw postanowiłem zmienić swój byt zanim zacznę komukolwiek w czymkolwiek doradzać. Za rok, dwa (cel jeszcze nie sprecyzowany) chciałbym być przykładem dla osób, będących w sytuacji podobnej do mojej sprzed kilku miesięcy (otyłość, nałogi, długi, lenistwo, lista jest cholernie długa). Wierzę, że mi się uda, a kiedy to nastąpi zamierzam pisać pod swoim nazwiskiem. Miałem w życiu kilka sukcesów ale niestety nieco więcej porażek. Dlatego moja pewność siebie nieco spadła, nad tym też zamierzam rzetelnie pracować.

A właśnie, następny, niedzielny prawdopodobnie, wpis traktował będzie o podnoszeniu pewności siebie. Wdzięczny będę za jakiekolwiek uwagi i pomysły na ten temat.

Życzę udanego weekendu.

 

środa, 09 października 2013

fot by Sudipto Sarkar

W dolną część ciała czyli tam gdzie plecy tracą swoją szlachetną nazwę.

Jeżeli do tej pory brakowało mi wystarczającej pewności czy dobrze zrobiłem zrywając z nałogiem, nasz przeinteligentny minister finansów załatwił to z nawiązką. Niech mi ręka uschnie i ozór odpadnie jeżeli po nowym roku zapalę kolejnego papierosa. Owszem przed końcem obecnego dopuszczam taką możliwość. Jestem człowiekiem z natury słabym i podatnym na pokusy. Nie ma co się wstydzić swoich słabości. Ale paczki już nigdy nie kupię, tego jestem całkowicie pewny.

Wyobrażacie sobie płacić codziennie do państwowej kasy 14 zł za papierosy? Ja odmawiam.

A tyle właśnie po wprowadzeniu nowego podatku będzie kosztowała paczuszka. Z pewnością wzrośnie też cena czarnorynkowa. Po co to komu? I tak zabierają nam tyle forsy, w zamian dając groszowe emerytury. Chrońmy więc własne zdrowie i własną kieszeń.

Kilka tygodni temu napisałem oszczędny w słowach wpis jak udało mi się rzucić palenie. Chciałbym tę myśl rozwinąć ponieważ coraz silniejsze jest moje przekonanie, że papierosy to jeden z największych błędów mojego życia i gdybym ich nie odstawił, skończyłbym jak lump. A zatem przejdźmy do podpunktów:

1. Znajdź swoją motywację! Moją były przede wszystkim finanse i długi, w które wpadłem.

2. Przeczytaj książkę Allena Carra "Łatwy sposób na rzucenie palenia" - ten poradnik zmienił moje myślenie, bez tego nic by się nie udało.

3. Jeżeli lubisz placebo, kup leki bez nikotyny. Jeżeli nie jesteś podatny, albo nie masz wystarczającej motywacji - odpuść, szkoda kasy. Same leki nic nie załatwią.

4. Jeżeli mieszkasz z kimś kto pali rzucajcie razem. Albo domowników przekonasz albo przegrasz. Nie ma szansy na rzucenie gdy ktoś pali w tym samym pomieszczeniu.

5. Trzymaj się :)

To jest mój sposób. Nie jestem wyrocznią, autorytetem, geniuszem, ledwo magistrem. Mam swoje problemy, które rozwiązuję stopniowo. Ale rzuciłem. Ty tez nie nabijaj kieszeni nieudolnemu ministrowi.

Jak się coś podoba lub nie proszę o komentarz i zapraszam na fejsbuka.

wtorek, 08 października 2013

fot by Sean MacEntee

Przykładowa rozmowa jakich wiele:

-Cześć co słychać?
-A sam wiesz poniedziałek, zjebany jestem...
-No, mi też się nic nie chce.

Skąd ja to znam... Skąd Ty to znasz? Wszyscy znamy nie ma się co oszukiwać. Jeszcze do niedawna sam tak właśnie witałem każdy nowy tydzień. Generalnie zauważam, że panuje jakaś moda na narzekanie na sam fakt, że jest poniedziałek. Z nosem zwieszonym na kwintę ruszamy się z łóżek, wsiadamy w samochody i autobusy, dowlekamy się do pracy, szkoły i razem z naszymi znajomymi z tychże miejsc narzekamy. I nic nam się nie chce. Chcemy mieć wiecznie weekend i wiecznie wolne. Tak za nic.

Chcesz móc nic nie robić? Zapracuj na to!

Narzekanie jest "trendy". Tak się to chyba mówi chociaż obecnie kto wie. Ja nigdy nie podążałem świadomie za żadną modą, chyba tylko tą na palenie papierosów (nieaktualne na szczęście). Moje pytanie w jaki sposób w tak panującym trendzie mamy być produktywni? Jak osiągnąć sukces kiedy panuje powszechne przekonanie, że jest on poza zasięgiem, poniedziałki są be i ogólnie wszystko jest do dupy? Niestety nie ma się co oszukiwać, jeżeli nie urodziliśmy się w bogatej rodzinie nie osiągniemy czegoś robiąc nic! Wolisz więc narzekać, podążać za plebsem czy wziąć się w garść, robić coś i przestać narzekać? Ja swoją odpowiedź już znam.

Na koniec mała dygresja. Często (chyba za często) narzekam na swojego szefa. Że wydziwia, że się czepia, że za dużo ma dziwnych pomysłów. Ale fakt jest taki, że on na swoją przyszłość już zapracował, on może sobie pozwolić na tydzień urlopu cholera wie gdzie, może w każdej chwili przekazać firmę młodszym od siebie i żyć jak chce. I to grubo przed wiekiem emerytalnym.

Jeżeli wpis się podobał, skłonił do myślenia proszę o komentarz i zapraszam na fanpage bloga. Dziękuję za uwagę.

środa, 02 października 2013

fot by Doug88888

No właśnie. Nic więcej. I nie chodzi tu tylko o rysowanie, każdy z nas ma jakiś talent, zainteresowanie, hobby, które chcemy rozwijać i czasem nieśmiało myślimy, czy nie udałoby się tego pociągnąć nieco dalej. Zastanów się jakie masz zainteresowanie, co lubisz robić sam dla siebie? A teraz pomyśl ile osób na świecie robi to co Ty lubisz i dostaje za to konkretną kasę? Czemu uważasz, że Ty nie dasz rady?

Odpowiem na moim przykładzie. Rysowałem od zawsze, od kiedy pamiętam. Ilustracje do własnych książek, komiksy, karykatury itepe itede. Nigdy nie byłem zbytnio zniechęcany przez otoczenie, to przyznam. Ale też nigdy nie poszło to w drugą stronę, nikt nie zauważył we mnie żadnego potencjału. Rysujesz? Ok, ale bez przesady, weź się za naukę, ucz się tego co mówią w szkole. A co mówią w szkole? Nie uczą tam produktywności, zarządzania czasem, finansami... Zakuwaj na pamięć to co jest w książce i tyle. Dno i wodorosty.

Moim rodzicom nigdy nie przyszło do głowy żeby namawiać mnie chociażby na liceum plastyczne albo na jakieś kursy pozaszkolne. Nikt nigdy mi nie powiedział, że hej rozwijasz się, masz ciekawe pomysły, możesz mieć z tego jakiś pomysł na życie. Mój wujek uczy plastyki w szkole do kurwy nędzy! On też ani be ani me, nie nauczył mnie nigdy niczego poza tym jak być bucem. A propos plastyki czy jak to się teraz nazywa w szkołach... wyklejanie witrażyków z bibuły? Mazanie plasteliną po kartce papieru czy inne gówna? Serio? Tak chcecie rozwijać talenty młodych ludzi wy niedouczone ćwoki? Ech, szkoda słów...

Nikt nigdy mi nie powiedział, że mogę robić to co lubię i uczynić to moją pracą. Sam na to wpadłem. Sam to osiągnąłem. Mam wiele wad, popełniam błędy, moje życie jeszcze nie jest na takim poziomie jaki sobie założyłem, zmieniam się. Ale jedno pozostaje faktem: rysuję i dostaję za to pieniądze.

Jeżeli Tobie nikt nie powiedział, że masz potencjał, że się do czegoś nadajesz, to ja Ci to mówię! Możesz robić to co kochasz. I olej wszystkie negatywne komentarze. Idź i zacznij to robić!

Podzielcie się własnymi przykładami, będę wdzięczny za każdy komentarz.

niedziela, 29 września 2013

Okej, przed jutrzejszym podsumowaniem miesiąca, czas na drobne inwestycje, w celu przekonania samego siebie, że bardzo bardzo poważnie podchodzę do pisania tego bloga. Wykupiłem dziś domenę PL. A zatem nowy adres bloga to:

zycieprojekt.pl

I już. Prawda, że pięknie? Do końca roku chcę całkowicie przejść na wordpressa, zobaczymy co z tego wyjdzie, na obecnej platformie mam bardzo ograniczone pole do popisu jeśli chodzi o funkcjonalność i wygląd mojego bloga.

Miałem super weekend, moja narzeczona zdała egzamin, do którego przygotowywała się cały ostatni rok. Dumny jestem! Poza tym pogoda w kratkę, sporo leniuchowania ale też planowania. Słucham dużo ciekawych podcastów, przymierzam do kupienia ciekawych książek, które chciałbym potem zrecenzować. Wszystko idzie fajnie na przód.

A jak Tobie mija niedziela? Pozdrawiam :)

piątek, 27 września 2013

Nie jestem porannym człowiekiem. Jeszcze. Pracuję nad tym. Ważne, że przestałem być potworem.

Jeszcze dwa lata temu kiedy nie posiadałem stałej pracy, potrafiłem spać do godziny 12. Kiedy moja Bogu ducha winna Narzeczona próbowała mnie obudzić robiłem wszystko by ją zniechęcić. Nie obchodziło mnie czy powiem Jej coś chamskiego, przykrego, odburknę czy krzyknę żeby się odwaliła. Ważne było, żeby zdobyć jeszcze tych kilka dodatkowych minut snu. Potem przepraszałem ale co z tego skoro następnego dnia rytuał się powtarzał.

Teraz z racji etatu codziennie wstaję rano przed Nią. Z tym też był spory problem, bo wychodziłem z założenia im później tym lepiej. Czasem nie tylko nie zdążyłem się porządnie rozbudzić, umyć, wypić kawę ale dochodziło do sytuacji gdy budziłem się 10 minut przed odjazdem autobusu. Kretyn.

Od kilku dni mam sposób na to, żeby nie wyłączyć budzika i położyć się z powrotem spać. Kładę przed spaniem telefon jak najdalej od siebie. Najlepiej na drugi koniec pokoju. Teraz nie mogę wyłączyć budzika bez podniesienia się z betów. A jak już się podniosłem to prawdopodobieństwo powrotu do łóżka jest minimalne. Prosta metoda a tyle pozytywów!

Na koniec tego mini wpisu mała uwaga do porannych mruków: cieszcie się, że macie powód żeby wstawać rano! Praca dziś jest, jutro może jej nie być i co wtedy? Ja uwielbiam swoją pracę i z takim nastawieniem wychodzę z domu. Wiem, nie każdy jest grafikiem i robi to co lubi ale szukajcie pozytywów gdzie tylko się da.

środa, 25 września 2013

Zacznij żyć. Książkę o tym tytule (po angielsku: "Shut up, stop whining and get a life) przeczytałem ponad dwa lata temu. Autor brutalnie ale bardzo konkretnie opowiada o tym dlaczego większość z nas woli narzekać zamiast wziąć się za siebie oraz jak to zmienić. Szczerze powiem, nie zastosowałem się do wszystkich zasad zawartych w tym podręczniku ale kilka tygodni później znalazłem pracę o jakiej zawsze marzyłem. Nie wierzę w przypadki.

Od tego czasu w moim życiu niektóre rzeczy uległy poprawie, niektóre pogorszeniu. Praca stała się priorytetem. wracając do domu nie chciało mi się absolutnie nic i tak popadłem w stagnację. Do tego doszło jeszcze "cudowne" uzależnienie nikotynowe. Dopiero niedawno zrozumiałem, że jakkolwiek nadal bardzo lubię mój etat, nadszedł czas by ruszyć dalej. A nie ruszę kompletnie nigdzie bez pewnych konkretnych i ważnych zmian w moim życiu.

Od dziś ten blog będzie o pozytywnych zmianach. O tym jak ja się zmieniam na lepsze, jak to robię i jak Ty również możesz osiągać swoje małe sukcesy. Jeżeli już jakieś osiągnąłeś i dotarłeś do tego miejsca to bardzo Cię proszę o komentarz, opisz swoje zmiany, drogę do lepszego życia, albo po prostu oznajmij mi o swojej obecności.

Ja swoją obecność zamierzam manifestować tutaj bardzo często i deklaruję nie rezygnować z pisania tego bloga. I nie rezygnować z kolejnych zmian w życiu. Rzekłem.

poniedziałek, 23 września 2013

Ostry tytuł ale aż tak drastycznie nie będzie. Jeszcze na nic nie zachorowałem, mogę normalnie mówić i oddychać. Gdzie więc leży problem? W moich finansach.

Zrobiłem sobie koszmarne długi, debety, kartę kredytową, wszystko co możliwe. Od ponad miesiąca próbuję się wydostać z zadłużenia, rozpocząłem już pewne zmiany w moim życiu ale nadal jest ciężko. Jak pisałem już wcześniej wypłaty mam prawie 2 tysie na rękę. Co z tego skoro w przyszłym miesiącu z tej sumy po dokonaniu wszystkich opłat i spłaty części długów zostanie mi na jedzenie tylko 200 zł?

Wszystko przez to złudne uczucie pewności siebie. Kompletnie debilne posunięcie, jedno z najgorszych i najgłupszych w moim życiu... Po jaką cholerę zaczynałem palić... Co z tego, że nie kupuję już paczek fajek skoro w pracy podpalam od kolegów. Masakra... Musze znowu tabletki kupić. Uda mi się. Mam plan, ostatni miesiąc spędziłem na dopracowywaniu go i udoskonalaniu. Dam radę. Jeżeli przeżyję październik to następne miesiące pójdą już z górki.

Dam radę.

 
1 , 2 , 3
  • Kontakt